MOJE MALOWANIE
W „zamierzchłej” przeszłości trochę malowałam. – opowiada Monika. Jak większość rzeczy w życiu i to trafiło się przez przypadek. Koleżanka bardzo chciała zapisać się do ogniska plastycznego na Zamku. Wstydziła się pójść sama i poprosiła, żebym jej towarzyszyła. Poszłam. Zajęcia prowadził Eugeniusz Baranowski, dyrektor Liceum Plastycznego w Lublinie. Koleżanka wzięła się do pracy, a ja siedziałam z boku czekając na koniec zajęć. Pan Baranowski uznał, że nie powinnam tak bezczynnie siedzieć i zachęcił mnie do tworzenia własnej pracy plastycznej. I tak już zostało.
Spodobało mi się- kontynuuje Monika. Spodobali mi się ludzie i różnorodne zajęcia. Pamiętam wiekową wobec nas panią Anię z Odessy, Henryka Dołgana, który przychodził z córkami. Jedna z nich, Uta, została wziętą malarką. A Kazik Stasz ukończył Akademię Sztuki w Krakowie i został uznanym rzeźbiarzem. Dom Kultury na Zamku organizował wyjazdy plenerowe. Mieliśmy zajęcia z historii sztuki z panią Wandą Taczanowską, dzięki której poznawaliśmy różne epoki kultury plastycznej. Prowadzili z nami zajęcia lubelscy plastycy, m.in. Zofia Kopel-Szulc i Henryk Szulc z drzeworytnictwa i projektu plakatu, Ryszard Tkaczyk i Ryszard Lis z rysunku. W klubie na Zamku spotkaliśmy się z członkami innych kół: teatralnego, fotograficznego. Były spotkania z ciekawymi ludźmi i dyskusje nt. różnych form wypowiedzi artystycznej. Czułam się wśród zamkowych znajomych świetnie. A dzięki temu, że członkowie koła plastycznego odwiedzali pracownie malarskie, min. państwa Węgorków, Eugeniusza Kwerki, Szulców, Henryka Zwolakiewicza, Zenona Kononowicza i uczestniczyli w wernisażach BWA miałam dużo nowych informacji o tej stronie życia kulturalnego Lublina. Chętnie o tym opowiadałam w archiwum "Sztandaru Ludu", dokąd przychodziłam jako córka pracujących tam rodziców. Kiedyś red. Józef Lis, który kierował działem miejskim, powiedział : "nie opowiadaj, tylko pisz". I jako uczennica klasy dziesiątej Lic. im. Unii Lubelskiej stałam się dziennikarką. A wówczas kierownictwo BWA zaczęło przysyłać mi zaproszenia do szkoły, tytułując mnie red. Monika Siemion. I tak moje malowanie zaprowadziło mnie do dziennikarstwa.
Prezentujemy dwa obrazy olejne red. Moniki Siemion - Dudek . Jeden to brama Krakowska w Szancerowskm klimacie, drugi jest ilustracją do poematu Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego "Bal Zakochanych". "Jest dom taki w pewnym wielkim mieście, pospolity z zewnątrz, mglisty, szary, a w tym domu par mieszka ze dwieście i są wszystkie zakochane pary, bo to widać nawet z blasku okien, że tam dzieją się rzeczy wysokie. Panna Klara siada u pianina z lisią skórką na szyi chudziutkiej - i się bal zakochanych zaczyna takim smutkiem, wirującym smutkiem w owej mroźnej ujeżdżalni bogatej - bo to była ujeżdżalnia przed laty."
Kiedy moja córka Natalia studiowała fizykę i przychodzili jej koledzy z roku, żeby się razem uczyć, cieszyli się widokiem tego obrazu i mówili , "ale się Twoja mama najarała, żeby taki obraz namalować". To najlepsza recenzja mojej pracy – spuentowała Monika. Zamieszczamy też zdjęcie katalogu wystawy plastyków amatorów, na której znalazł się także jej obraz. . Obrazy Moniki wiszą w jej domu. - To wspomnienia bardzo dawnych lat, ale dotyczą mojej młodości "górnej i durnej", a jednak radosnej i szczęśliwej – dodała Monika.
.